Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
4. Szansa cenniejsza niż złoto
Ostatnie pięć minut matematyki ciągnęło mi się niemiłosiernie długo. Siedziałem opierając podbródek na dłoni i nieustannie wpatrując się w wskazówki zegara, które jak na złość, leniwie przesuwały się ku godzinie 10:40. Nie, nie był to koniec lekcji. Przeciwnie. Była to dopiero pierwsza godzina owego dnia, ale zaraz po niej, miałem mieć wychowanie fizyczne.
Nie, nie pokochałem nagle sportu…choć nigdy mi nie sprawiał problemu. Ale od pamiętnej soboty na plaży, niewidzialna siła ciągnęła mnie na boisko sportowe. Zawsze mogła zaistnieć możliwość że ją tam spotkam…Biegającą, z łobuzersko rozczochranymi włosami i kropelkami potu spływającymi po dekolcie, na kształtne piersi.
Nagle z rozmarzenia wyrwał mnie upragniony dźwięk dzwonka na przerwę. Jak oparzony wyskoczyłem z ławki i niedbale rzucając ksiązki do plecaka, wybiegłem z klasy.
Nogi same prowadziły mnie wprost do szatni. Szybko przebrałem strój sportowy i wyszedłem na boisko jeszcze przed dzwonkiem na lekcje. Było opustoszałe. Szwędałem się po nim bez konkretnego celu przez kolejne 10 minut przerwy. Po dzwonku powoli zaczęli zbiegać się sportowcy i zwykli uczniowie, cierpiący katusze pod czujnym okiem trenera.
Jednak nigdzie nie widziałem Rei… A to dziwne, bo Yoh przysięgał że codziennie ćwiczy, nawet po kilka godzin. Westchnąłem zawiedziony i podszedłem do grupki sprinterów, przygotowujących się do rozgrzewki.
-Hej chłopaki.- rzuciłem na wstępie, do dwóch brunetów średniego wzrostu.
-Siema Asakura.- odpowiedział zielonooki Latynos w czerwonej koszulce.
-Słuchajcie, długo już trenujecie?- zapytałem z udawaną nutką ciekawości w głosie. Chłopcy przytaknęli, niemalże jednocześnie, kiwając zgodnie głowami. –To pewnie znacie Rei Asahine?- starałem by mój ton brzmiał obojętnie.
-Rei? Jasne! Kto jej nie zna? Pisze świetne powieści i do tego uprawia sport. Trenuje długi dystans, nazywają ją tu nawet Speed Fire.- zaśmiał się zielonooki.
-Serio? A widzieliście ją?
-Nie… Dziś nie ćwiczy, skręciła nogę w kostce, gdzieś nad jakimś jeziorem.- odparł brunet, po czym obydwaj chłopcy wrócili do swoich zajęć.
‘Nie ćwiczy?! To po jakiego wała ja goniłem na ten pieprzony w-f?!’- krzyknąłem w myślach i zdenerwowany ruszyłem w stronę szatni.
-Asakura! A ty dokąd?!- usłyszałem za sobą krzyk trenera.
-Mam niedyspozycję!- rzuciłem rozeźlony, mając już z głowy trenera, który z mózgiem wielkości orzecha laskowego, uwierzył że mój penis ma miesiączkę…
***
Zawiedziony i zrezygnowany wlokłem się w stronę sali 203, gdzie miała się odbyć lekcja wychowania seksualnego. Perspektywa 45 minut słuchania, co nas szkolny 40-letni prawiczek ma do powiedzenia, była wręcz cudowna. Tak więc doszedłem do klasy grubo po dzwonku i rzucając nauczycielowi beznamiętne „dzień dobry” rozglądnąłem się za wolnym miejscem. Wszystkie ławki były już pozajmowane oprócz ostatniej, w której siedziała wiotka krótkowłosa brunetka… Rei. Nogi się pode mną ugięły, gdy pojąłem jaką szansę los podarował mi wręcz na srebrnej tacy. Ruszyłem niepewnie w jej stronę i przystanąłem nad wolnym krzesłem.
-Mogę..?- zapytałem nieśmiało, patrząc z góry na dziewczynę, która do tej pory z wypiekami na twarzy zapisywała kartkę obszernego notesu. Nagle wyrwana z transu spojrzała na mnie niemrawo. Widząc moją osobę, jej twarz od razu przybrała beznamiętny wyraz.
-Kultura bycia i poczucie dobrego smaku, zabrania mi cię spławić… A szkoda.- mruknęła zimno i wróciła do swojego poprzedniego zajęcia. Usiadłem obok i w ogóle nie zainteresowany tematem lekcji, patrzyłem jak brunetka z niewypowiedzianą pasją zapisuje już trzecią stronnice. Patrząc na profil jej idealnej, porcelanowej twarzy i niesforne kosmyki opadające na różany policzek, odpłynąłem w świat fantazji… W świat, w którym mogę ją bez końca tulić i całować po ślicznej twarzy. Spłynąłem wzrokiem na jej ramiona, spowite tkaniną bawełnianej bluzki od szkolnego mundurka, niczym poranną mgiełką. Następnie na delikatny dekolt i pokaźny, niestety osłonięty, biust. Jednak dopiero widok jej zgrabnych, wysportowanych nóg, wywołał u mnie wewnętrzne westchnienie. Nie da się opisać, z jakim trudem powstrzymywałem niesforną dłoń, od położenia jej na jednym z seksownych kolan brunetki, wystających spod szkolnej spódniczki w szkocką kratę. Ściśle mówiąc; Rei była piękna. Wyróżniała się od reszty dziewczyn nie tylko wyglądem, ale i osobowością i stylem.
Jej nadgarstki zdobiły skórzane paski wyzabijane ćwiekami różnych kształtów i rozmiarów, a pasek do spodni, który u większości panienek był jednym wielkim różowym motylkiem, u niej zdobiony kolcami i łańcuchem, sam za siebie mówił „odwal się”. A buty? Na pewno nie szpilki i na pewno mój rozmiar. Choć szczerze wątpię czy moja stopa byłaby w stanie unieść tak ciężkie, wojskowe obuwie.
-Ciekawe… bransoletki.- rzuciłem ze śmiechem, w stronę czarnookiej. Oderwała się od notesu i popatrzyła na mnie z niekrytą niechęcią.
-To pieszczochy…- mruknęła zniesmaczona, patrząc na mnie jak na, lekko mówiąc, niedojeba.
-Nazwa wypadła mi z głowy…- wytłumaczyłem się.
-Jasne. Skąd mogłeś wiedzieć? Przecież wszystkie dziweczki z twojego osobistego haremu noszę tylko motylkowe łańcuszki i różowe spódniczki..- powiedziała z dezaprobatą.
-Przestań brać mnie za szkolnego burdel papę…- zbuntowałem się, urażony samą opinią, jaką ma na mój temat.
-To będzie naprawdę trudne.- odparła, uśmiechając się cynicznie.
-Przegrani to nie ci, którym nie udało się osiągnąć celu, tylko ci, którzy nie próbowali…- stwierdziłem ambitnie.
-Oh, nasza burdel mama przeczytała parę książek! Niewiarygodne..
-Dziewczyno, co ja ci zrobiłem że tak mnie nienawidzisz?! Nawet mnie nie znasz.- zdegustowałem się. Szczerze mówiąc nigdy jeszcze przez rozmowę z przedstawicielką płci pięknej nie czułem się tak…zmieszany z błotem…?
-Właśnie! Nie znam. Więc nie zamierzam się z tobą spoufalać.
-Każdy dobry naukowiec chce rozeznać nieznane…- palnąłem nieśmiało.
-Wybacz dziecinko, niekiedy niewiedza to majątek.- parsknęła ironicznie. –A, poza tym, przeszkadzasz mi a do jutra musze skończyć ten rozdział. Nie lubię bywać niegrzeczna, nawet jeśli kogoś nie trawię, ale spadaj.- rzuciła, ponownie wracając do swojego zeszytu.
Siedziałem więc tak, jeszcze przez kilka minut; czerwony ze wstydu, z wielkim napisem na czole „IDIOTA”. Na ratunek przybył wkońcu dzwonek na przerwę, na dźwięk którego wybyłem z tamtej Sali jak oparzony. Miałem ochotę wyć, krzyczeć, demolować wszystko wkoło i bóg jeden wie co jeszcze! Sposób na chandrę był jeden; kobieta, która wynagrodzi mi podupadłe ego i poniżoną męską dumę. A takich kobiet, było wiele, więc żadnym problem było zaprosić na wieczorną randkę pierwszą lepszą spódniczkę, która się nawinęła…
*
-Miko, pięknie wyglądasz!- stwierdziłem z udawany zachwytem, taksując ubiór (a raczek jego zanik) niebieskookiej blondynki. Cmoknąłem ją niewinnie w policzek, przez co na jej policzkach wykwitł spory rumieniec. Uśmiechnęła się lekko, gdy podsunąłem jej krzesło, jak na dżentelmena przystało.
-Powiedz, co u ciebie?- zapytałem możliwie ciepło, zasiadając naprzeciwko, przy okrągłym stoliku.
-Dobrze… Piękna restauracja.- stwierdziła, rozglądając się po wystroju miejsca.
-Przytulna.- dodałem z uśmiechem, udając że wcale nie widzę tego, jakie wrażenie na dziewczynie robi.
-Często tu bywasz?- zapytała specjalnie, chcąc mnie przechytrzyć. Otóż, każdy rasowy podrywacz wie, że gdy dziewczyna pyta „często tu bywasz?” ma na myśli „często wyrywasz panienki?”, a przynajmniej to na myśli miała Miko.
-Nie. Bardzo rzadko...- skłamałem prosto w żywe oczy, bo prawda była taka, że średnio co sobotę…-Chcesz drinka?- zapytałem, gdy do naszego stolika podszedł kelner.
-Yhy, malibu.- uśmiechnęła się serdecznie. Złożyłem więc zamówienie na dwa drinki i wróciłem do rozmowy z blondynką, przy okazji zakrywając dłonią jej dłoń i wywołując tym u niej kolejny rumieniec.
-Więc, Miko, powiedz mi…- głos mi zamarł, gdy po drugiej stronie restauracji, zobaczyłem nikogo innego, jak Rei Asahine… Weszła, śmiejąc się, ubrana w niesamowicie seksowną koszulkę na ramiączkach, z wielkim napisem na biuście „people = shit” i czarnych, obcisłych spodniach, wyobwieszanych łańcuchami. Miała teraz ułożone włosy w lekkie pazurki i czarny makijaż. Wyglądała tak drapieżnie, a jednocześnie słodko, że miałem ochotę ją zjeść. Tu i teraz. Z niepokojem rozglądnąłem się za jej towarzyszem, ale na szczęście była to dziewczyna… nie mogę powiedzieć że zwróciłem na nią uwagę, mój wzrok był za bardzo przejęty śliczną Rei. Ona też mnie szybko zobaczyła. Nasze spojrzenia spotkały się i przez krótki moment, poczułem dreszczyk. Nie, nie swój. Choć to dziwne, przez kilka sekund wyczułem u niej jakby… euforię, bądź adrenalinę. Tak zwane „motyle w brzuchu”. Ale szybko to zamaskowała, rzucając spojrzenie na siedząca obok blondynkę. Potem, jakże gustownie, spojrzała na mnie z pogardą i parsknęła śmiechem. Poczułem się jak idiota… Idiota i bydlak.
-Hao..?- Miko, szybko się zorientowała że zająłem się czymś innym niż rozmowa z nią. –Coś się… stało?- zapytała oglądając się za siebie i próbując zlokalizować moje spojrzenie. Szybko się ocknąłem i pokręciłem przecząco głową.
-Nie, Mi… Nic. Ja tylko…musze do toalety..!- palnąłem szybko, widząc jak brunetka zmierza w kierunku WC. Wstałem jak oparzony i pogoniłem za nią. Przemknęło mi przez myśl że zachowuję się jak tresowany kundel i biegnę na każde zawołanie swojej pani, ale szybko odrzuciłem ową myśl.
-Rei, zaczekaj!- złapałem ją za ramię, gdy byliśmy w oddzielnym korytarzu i do tego sami.
-Na co? Na skończonego tłuka, jakim jesteś?- parsknęła. –Wiesz co? Dziś po WS miałam żal do siebie, że oceniłam cie tak pochopnie i po opinii innych…ale teraz widzę że wcale źle nie zrobiłam. Bez seksu nie wytrzymasz nawet dnia? Więc powiedz mi jak ja mam cie racjonalnie traktować?
-Rei, to nie tak…- jęknąłem. Dziwne. Nawet się nie pocałowaliśmy…ba! Nawet się oficjalnie nie przedstawiliśmy sobie, a ja się jej tłumaczyłem z przelotnej panienki, jakbyśmy byli co najmniej narzeczeństwem…
-Więc jak? Pocieszasz kolejną biedną duszyczkę? A może udzielasz korepetycji z matematyki?- zapytała ironicznie.
-Nie chcę byś mnie brała za dziwkarza… Ale olewasz mnie, nie dajesz nawet do siebie zagadać, a teraz masz wąty że się z kimś umówiłem?- zdegustowałem się. Myślałem, że teraz coś do niej dotrze, ale ona… po raz kolejny mistrzowsko mnie stłamsiła.
-Ja ci niczego nie zabraniam. Nawet cię nie znam. Ale na boga, skoro już za mną latasz po boisku, wypytujesz się moich znajomych kiedy trenuje, łazisz za mną na te same zajęcia… to miej na tyle poczucia smaku, żeby darować sobie w tym czasie przelotne panienki.
-Ja…ja naprawdę chciałbym cię bliżej poznać…- mruknąłem zawstydzony jak małe dziecko, które ukradło cukierka.
-Nie wierzę ci. A wiesz dlaczego? Bo gdyby ci naprawdę na tym zależało, nie byłbyś teraz tu z tamtą odpicowaną latarnicą..- odparła spokojnym głosem. Jej ton byłby wręcz kojący, gdyby wypowiadała inne słowa.
-Daj mi szansę. Jedną, jedyną. Nie patrząc na to, co zaszło dziś i nad jeziorem i na to co mówią inni..- poprosiłem, robiąc najsłodsze oczy, na jakie mnie było stać.
-Jedną? Jedyną..? Zgoda…
-C-co? Naprawdę?- ucieszyłem się jak przedszkolak. Wcześniejsze przygaszenie poszło precz, ustępując miejsca słodkiej euforii.
-Ale pamiętaj, jedna szansa. Zawalisz, to sayonara!- ostrzegła. Przytaknąłem na to beztrosko. –No to… dajemy nogę..- stwierdziła rozglądając się za możliwym wyjściem.
-A co z twoją przyjaciółką?- zapytałem zdziwiony, bo małą Miko raczej się nie przejąłem.
-I tak jej nie lubię.- zaśmiała się. –O! Patrz, okno!- wskazała.
-Masz zamiar wyskakiwać?- spytałem zaskoczony.
-Nie no skąd, wyjdźmy drzwiami, żeby nas zauważyły!- mruknęła z sarkazmem, otwierając okno. –To wcale nie tak wysoko..- stwierdziła patrząc w dól.
-Wcale i wogóle..- jęknąłem poirytowany, po czym wspiąłem się na parapet i wstałem kurczowo trzymając się za rynnę. Rozglądnąłem się, kombinując w głowie jak możliwie zminimalizować odległość między nami, a ziemią. Szamanizm odpadał, co Rei by sobie pomyślała widząc takie „czary”? Wtedy dopiero nie miałbym u niej szans…
-Rei, chodź tu..!- rzuciłem, podsuwając się na parapecie. Dziewczyna szybko i zgrabnie wyszła na parapet i stanęła obok mnie.
-Co teraz?- zapytała, patrząc w dół.
-Nic. Szalejemy.- odparłem z głupim uśmiechem, biorąc ją na ręce i tym samym narażając się na jej spojrzenie „zjebało cię?!”. Nim jednak zaczęła mnie okładać pięściami i drzeć się bym ją postawił, skoczyłem jakieś dwa metry w dół na zadaszenie przyległej do restauracji altanki i szybko zbiegłem po drewnianej belce, skąd do ziemi było już niedaleko.
-Jesteś naprawdę wysportowany…- stwierdziła Rei z uznaniem, oceniając to po owych „kaskaderskich” wyczynach.
-Dla pięknej damy, wszystko.- odparłem z niechęcią, stawiając ją na trawie.
-Nie podlizuj się. I chodź, bo nas jeszcze zobaczą przez okno.- powiedziała, ciągnąc mnie za rękę w stronę pobliskiego parku.
Kida-chan || 19:31:39 11/08/2007 || 4
Komentuj.
Powrót|| Shannon Williams ||
Ha, czemu nic nie mówisz, ze jest nowa część? Co tu zaglądam nic nie ma - za rzadko piszesz, kochana ;P
Mmm.. jak dobrze zażyć dawkę Twojej twórczości ;P Oj tak lubie tego Hao.. Zmienia sie i nawet tego nie widzi. Nie jest juz takim pewnym siebie uwodzicielem. Przynajmniej ani troche w stosunku do Rei. Ta dziewczyna dosłownie go przejrzała. I ją też lubie ;P Ha, ten charakterek, sposob bycia i styl! XD Kto by pomyslał, ze Hao bedzie czuł motyle w brzuchu na widok takiej istotki? A no pewnie, on sie nawet tego nie spodziewał ;P Niezła wpadka w tej restauracji. Nijak, ale jednak zawsze jakos Hao zaimponował Rei .. skacząc z tego okna i pokazując, ze on tez cos potrafi ;P Niach, w koncu dała mu szanse! Aleluja XD Tylko niech Hao jej nie zmarnuje.. bo go posiekam na kawałki XD Boski part - czekam na c.d .. a i na jakies ostrzejsze scenki XD Dobra juz mnie nie słuchaj lepiej ;P Buziak. Pisz szybko! ;*
debica-nat.mtnet.com.pl || 213.199.194.5 || 22:55:31 13/08/2007
|| brak www
|| Akemi ||
świetna notka, a tak swoją drogą Hao żeczywiście całkiem nieźle wpadł skoro gotów był na tyle by przekonać do siebie dziewczyne. nie patrzył nawet na swoją reputacje i wielkie ego. no, no,no. ale jak widać cierpliwoś opłaciła się bo dostał tą swoją upragnioną sznsę. teraz pozostaje tylko czekać żeby zobaczyć jak ją wykorzysta. no to czekam na cd
90-156-50-66.as.kn.pl || 90.156.50.66 || 22:44:36 13/08/2007
|| brak www
|| Eri ||
Nono Czyżby nasz podrywacz Hao starciłgłowę dla pięknej brunetki, oczywiście ze tak... no ale faktycznie z tą lukrową krową przesadził, Rei miała absolutną rację, ale ostatecznie przystała na jego błagalne prośby i dała mu tę jedną jedyną szansę, czyli że nie jest tak do końca na straconej pozycji... Ale laska fajnie się ubiera xD A nasz amant ma zerowe pojęcie o jej fantastycznym stylu... no jak zawsze łapie się tylko krótkie rózowe spódniczki to nic dziwnego ;) Czekam na ciąg dlaszy i opis 'szaleństw' Hao i Rei
czc125.internetdsl.tpnet.pl || 83.19.188.125 || 17:46:27 13/08/2007
|| brak www
|| lili ||
No ciekawe co będzie dalej z Hao i Rei.Czekam na następną świetną notke!Pozdrawiam!!!!
civ121.neoplus.adsl.tpnet.pl || 83.31.45.121 || 09:05:37 12/08/2007
|| brak www
***
Szablon by:
dann.
powered by:
blog4u.